AutorTomiku★
Droga na szczyt
Spotykam was idąc przez moją drogę,
Ciągle podkładacie mi kłody pod nogi,
Wiejecie mi w twarz.
Wiem, że to tam jest właśnie mój szczyt,
Na którym będę mógł zrozumieć swój byt.
I może do szczytu mnie ta droga prowadzi,
Żadne z was mi nic nie doradzi.
Co najwyżej jak w dół wpaść,
Albo moje szczęście skraść.
Zwracacie się do mnie jednym okrzykiem:
„Dla nas jesteś tylko błaznem".
To ja was mam za szlachtę,
Gdy ja jestem smoleńskim Stańczykiem.
Hubert Krzyż
Spotykam was idąc przez moją drogę,
Ciągle podkładacie mi kłody pod nogi,
Wiejecie mi w twarz.
Wiem, że to tam jest właśnie mój szczyt,
Na którym będę mógł zrozumieć swój byt.
I może do szczytu mnie ta droga prowadzi,
Żadne z was mi nic nie doradzi.
Co najwyżej jak w dół wpaść,
Albo moje szczęście skraść.
Zwracacie się do mnie jednym okrzykiem:
„Dla nas jesteś tylko błaznem".
To ja was mam za szlachtę,
Gdy ja jestem smoleńskim Stańczykiem.
Hubert Krzyż
Hubert Krzyż
Hubert Krzyż, „Poeta lat minionych” — wychowany w świecie, w którym mężczyźnie „nie wypada” mówić o emocjach — długo nie potrafił nazwać tego, co naprawdę czuł. Dopiero poezja — prosta, nieschowana za retoryką, zbudowana z codziennych słów — dała mu język. Pozwoliła wypowiedzieć to, co dotąd milczało: lęk, gniew, czułość.
Od tej chwili wiersze mówiły w jego imieniu: porządkowały szum myśli, nadawały kształt doświadczeniu. Z wersów buduje most między myślą a uczuciem, między sobą a światem. Tak narodził się jego głos — z milczenia, ku słowu.
