What are you looking for?

Kulturotwórczy i terapeutyczny wpływ przyrody na odbiór rzeczywistości

Kulturotwórczy i terapeutyczny wpływ przyrody na odbiór rzeczywistości.

Jeden z największych polskich poetów okresu Młodej Polski i Dwudziestolecia Międzywojennego Leopold Staff, w wierszu pt: Wysokie drzewa, mówi; „Cóż jest piękniejsze niż wysokie drzewa, w brązie zachodu kute wieczornym promieniem, nad wodą co się pawich barw blaskiem rozlewa, pogłębiona odbitych konarów sklepieniem…” i nie jest jedynym człowiekiem, który do tego stopnia potrafi zachwycić się przyrodą, do serca którego przemawia jej piękno, harmonia i energia. Całe szeregi poetów, pisarzy, malarzy i muzyków poszukiwały trwałej inspiracji w otaczającym ich krajobrazie, żeby wymienić choćby Chełmońskiego, Chopina, Słowackiego, Tuwima, Leśmiana, Szymborską, Baczyńskiego, Orzeszkową, Kochanowskiego, Dołęgę-Mostowicza, Kossaka i wielu innych. Oczywiście podobny stan umysłu, w jaki wprowadza artystę kontakt z przyrodą, florą i fauną, dotyczy nie tylko polskich twórców, ale również artystów na całym świecie a także każdego, wrażliwego człowieka.

Ludzie generalnie nie różnią się od siebie gdy weźmiemy pod uwagę stan duszy czy umysłu. Różnice są raczej zewnętrzne, może też związane z procesem wychowawczym, odbieranym ze strony społeczeństwa czy kraju, w którym przyszło narodzić się jednostce. Jednakże uczucia, emocje, reakcja na otaczający nas świat przyrody najczęściej inspirują człowieka in plus, budzą w nim wrażliwość, chęć tworzenia, kreowania czegoś nowego. I tu na arenę wkracza kultura, będąca w dużej mierze dzieckiem owych artystycznych kreacji.

Oczywistym jest, że każdy człowiek a zwłaszcza artysta, w zależności od czynników, które go kształtowały, będzie nieco inaczej pojmował świat, jednakże każdy będzie pragnął obudzone przez przyrodę emocje, wyrazić w sobie właściwy sposób. Chwyci za pędzel, pióro, dłuto, współcześnie też za obiektyw aparatu fotograficznego, próbując owo piękno, które w nim płonie a czasem wręcz przytłacza, trwale wyrazić, uwiecznić, zapisać dla żywych i dla potomności.

Energia przyrody jest tak wielka, że człowiek może się w niej zanurzyć, jeżeli tylko zechce ją dostrzec, jeżeli tylko, pochłonięty innymi sprawami, nie odwróci od niej swojego serca i umysłu. Wiedzieli o tym nasi przodkowie, czują to nieświadomie małe dzieci.

Kontakt z przyrodą, w świecie nieustannych wymagań i oczekiwań, budzi w nas najlepsze aspekty człowieczeństwa, pozwala na pełne odprężenie, zapomnienie o niszczących człowieka niemal bez przerwy troskach i stresie,. „Gościu siądź pod mym liściem a odpocznij sobie”, mówi Jan Kochanowski we fraszce Na lipę,  utożsamiając się niemal z drzewem, jego dostojeństwem, zapachem spokojem. Cisza, radość, odprężenie wpływają bezpośrednio na stan zdrowia każdego człowieka, pozwalają odnaleźć siebie, posłuchać siebie, pójść swoją drogą. „Wonna mięta nad wodą pachniała, kołysały się kępki sitowia (…) nie wiedziałem wtedy, że te zioła, będą w wierszach słowami po latach” oznajmia Julian Tuwim w utworze Sitowie, z głębokim wzruszeniem wspominając chwile, gdy jednoczył się duchem przyrody. „Noc czarna, ciemna noc, świat nieskończony” rozmyśla Leopold Staff w wierszu Niebo w nocy i w lakonicznej formie stwierdza, że wielkość wszechświata przechodzi ludzkie pojęcie. Trudno nie zgodzić się z poetą, przecież każdy z nas choć raz w życiu spoglądał nocą w gwiazdy i odczuwał ten przytłaczający a jednocześnie pełen potęgi natury czar nieba, gdy czujemy się tacy mali a jednocześnie tacy wielcy samą tylko próbą zrozumienia ogromu obserwowanego zjawiska.

„Odejść w tło, jednością czuć się z pejzażem” mówi Kazimiera Iłłakowiczówna w liryku Odejść w tło, zachwycona zachodem słońca i blaskiem wody płonącej barwami złota i czerwieni.

I właśnie owe słowa zachwytu poetki nad rzeczywistością pozwalają zrozumieć istotę terapeutycznego i kulturotwórczego aspektu przyrody.

Nota bene tę funkcję dostrzegał już Platon, w swoim dialogu Uczta. Zachwyt jest bowiem tą emocją, która automatycznie wprowadza człowieka na wyższy poziom wibracji. Z zachwytu rodzi się odczucie piękna, z zachwytu budzi się miłość i wszelkie pozytywne reakcje. Artyści, jako ludzie o głębszej wrażliwości szybciej i żywiej korespondują z tą wibracją, jednak dotyczy ona każdej ludzkiej jednostki, bez względu na urodzenie, pochodzenie czy wykształcenie.

Właśnie obcowanie z przyrodą, budzi w nas wrażliwość i ten zachwyt, który pozwala dostrzec głębsze aspekty życia, takie chociażby  jak zrozumienie że jesteśmy jej nierozerwalną częścią, że bez niej nasza egzystencja na Ziemi bardzo szybko dobiegłaby końca. Bo niezmienną prawdą jest fakt, że przyroda, tak flora jak i fauna, mogą istnieć i istniały, przez miliony lat, bez człowieka. Człowiek bez przyrody istnieć nie może ani na poziomie fizycznym, ani duchowym. Fizycznie przyroda uzależnia nasze być albo nie być, dając nam pożywienie i schronienie, albo potrzebne ku temu komponenty, psychicznie pozwala na wytchnienie, zapomnienie, relaks, odczucie bycia potrzebnym lub niezastąpionym. Ów psychiczny a nierzadko i metafizyczny aspekt naszej korelacji z przyrodą jest właśnie aspektem kulturotwórczym i terapeutycznym. Dlatego kochamy ogrody, lasy i wędrówki, dlatego otaczamy się zwierzętami, troszczymy się o nie, przyjaźnimy, niesiemy im pomoc. To z miłości do niej powstają powieści pełne szerokich i szczegółowych opisów jej piękna i różnorodności, wiersze chwytające drobne acz istotne aspekty jej uroku, obrazy, na których barwną plamą kodujemy istotę jej wielowymiarowości, dzieła muzyczne delikatne jak powiew wiatru lub pełne godności jak sama Matka Ziemia.

Literatura i sztuka niepodważalnie są elementami kultury, zaobserwować to można na przestrzeni dziejów, odkąd słowo pisane zaczęło odgrywać istotną rolę w konsolidowaniu społeczeństw. Jednak nawet w czasach gdy człowiek nie potrafił zapisywać wyrazów, słowem operować potrafił.

Niemal od początku swojego istnienia tworzył pieśni i magiczno słowne rytuały,  które przekazywane kolejnym pokoleniom budowały kulturę poszczególnych grup społecznych, ich zwyczaje i obyczaje, ich sposób pojmowania rzeczywistości. Obecność przyrody wyraźnie wspomagała owe działania. To święte gaje, lasy czy szczyty gór stawały się przedmiotami kultu, to z szeptu czy szmeru liści albo lotu ptaków wróżono przyszłość, to drzewom oddawano kłopoty, to ziołom powierzano zdrowie, to odgłosy natury próbowano naśladować aby pieśń, którą wykonywał człowiek, stawała się jak najdoskonalsza. Doskonała pieśń dawała dobre samopoczucie tak wykonawcy, jak i słuchaczom. Pieśń potrzebowała słów. Słowa można było znaleźć w przyrodzie i naturze (bo któż z nas nie chciałby dzielić się swoim zachwytem z drugim człowiekiem) i tak kształtowały się pierwsze działania kulturotwórcze.  Podobnie przedstawia się kwestia tańca. Obserwowanie przyrody, sposobu w jaki płynie woda w rzekach czy strumieniach, ruchu gałęzi poruszonych wiatrem, tupotu końskich kopyt itd., doprowadziło do powstania pierwszych, początkowo rytualnych tańców. Stąd prosta już droga do tworzenia coraz to nowych i bardziej skomplikowanych układów tanecznych.

Obcowanie z przyrodą nie jest do końca relacją jednostronną. Niewątpliwie daje szerokie korzyści człowiekowi ale w dobrze pojętej relacji również samej naturze, ponieważ gdy człowiek zrozumie rolę jaką ona odgrywa w naszym życiu, stanie się jej obrońcą i przyjacielem, otoczy opieką i szacunkiem. Oczywiście ta relacja niepomiernie więcej daje człowiekowi, ponieważ to piękno i różnorodność natury inspirują do podejmowania kreatywnych prób odwzorowywania, naśladownictwa a z czasem samodzielnej kreacji. Dzięki temu rodzą się nowe i oryginalne dzieła sztuki. Dzieła które wzbudzają podziw, uczą, spajają społeczeństwo, torują człowiekowi drogę do wyższych, szlachetniejszych doznań, rozwijają świadomość. Dzieje się tak od Starożytności po dzień dzisiejszy.

Alkajos, Safona, Anakreont, Homer, Hezjod, Horacy, Herodot, Wergiliusz, lirycy Świata Arabskiego, bardowie Średniowiecza, poeci, muzycy, malarze epoki Renesansu i kolejnych epok porenesansowych, artyści współcześni, wszyscy oni inspirowali się przyrodą i nadal nawiązują do niej w swoich dziełach, próbują zatrzymać te chwile pełne uroku by następnie przekazać je potomnym. Dzięki temu nadal toczy się zaklęte koło twórczości i wciąż od nowa powstają arcydzieła kultury.

Dlaczego twórczość związana z przyrodą ma działanie terapeutyczne? Dlaczego terapeutycznie oddziaływuje sam kontakt z przyrodą? Pytania są raczej retoryczne a jednak warto się nad nimi pochylić.

Forma dzieł sztuki może być rozmaita. Świetnie zaprojektowany ogród również stanie się dziełem sztuki. Dowodem na to mogą być starożytne, wiszące ogrody Semiramidy, ogrody Luwru czy ogrody pałacowe w Wilanowie. Dlaczego je stworzono? Choć człowiek kreował je według własnego pomysłu jednak materiałem twórczym była natura. Układ drzew, kwiatów, kierunek w którym płynęły potoczki, dobór roślin oraz ich kształt były decyzją człowieka. Nie zmienia to faktu, że od początku do końca chodziło o kontakt z przyrodą, może bardziej wysublimowany i ukierunkowany zgodnie z dominującymi trendami w modzie a jednak kontakt. Ludzie otaczając się tego rodzaju pięknem uspokajali się, zapominali o problemach, medytowali, przeżywali uniesienia miłosne albo czysto duchowe. Stawali się dzięki temu lepsi, bardziej świadomi, zaczynali odczuwać niezachwianą pewność, że są spójną cząsteczką natury. Nie trzeba jednak cudownych ogrodów, ponieważ ogrodem jest cała przyroda. Wędrówki po górach nie tylko pozwalają zanurzyć się w jej dostojeństwie, nierzadko ułatwiają zrozumienie sensu istnienia, sensu ponoszonego wysiłku gdy walcząc samemu ze sobą wspinamy się na szczyty aby z samej góry ogarnąć okiem pyszny krajobraz. Zyskuje wówczas i ciało i dusza człowieka. Ciało uczy się panowania nad własnymi słabościami, krew żywiej krąży i oczyszcza organizm, który dzięki temu staje się zdrowszy i silniejszy, natomiast dusza, doznając zachwytu, zaczyna doceniać wartości wyższe. Trafnie ujął to nieznany artysta w pieśni polskiej pochodzącej z 1917 r. „ Kto raz się wzniósł na szczyty i czołem sięgnął chmur, ten zawsze będzie tęsknił do niebotycznych gór. Bo miło jemu nocą być bliżej świetlnych gwiazd, w dzień dzikie gonić kozy i orlich szukać gniazd…”

Kontakt z przyrodą prócz zachwytu daje nieograniczone poczucie wolności. Wielkie przestrzenie, które przemierzamy, lasy po których błądzimy, pozwalają nam czuć się panami siebie a to sprawia, że wzrasta poczucie naszej wartości, które umacnia nas jako ludzi. Mało tego, ten typ poczucia wartości bliższy jest miłości a dalszy od egoizmu. Miłość która budzi się w nas w wyniku kontaktu z przyrodą zawsze wydaje owoce. Owocem będzie zrozumienie jedności człowieka i przyrody, obserwowanie jej ciągłego, cyklicznego powrotu do życia mimo wielu przeciwności co sprawia, że i ludzie bardziej optymistycznie spoglądają w przyszłość. Ból i problemy  mogą przecież odejść a nadejdzie czas rozwoju, radości i nowych wyzwań. To wyzwania sprawiają, że czujemy się potrzebni sobie i innym. Kolejnym owocem będzie właśnie dzieło artystyczne, które zatrzymuje czas na obrazie, fotografii, w powieści czy w wierszu. Powrót do tych chwil pozwala twórcy jeszcze raz przeżyć wzruszenie, odbiorca natomiast otrzymuje szansę doznania tego wzruszenia niejako z drugiej ręki, co wcale nie przekreśla wartości samego doznania. Wreszcie owocem będzie nadzieja, która zbudzi się w ludzkim sercu. Nadzieja sprawia, że ludzie wierzą w sens swoich poczynań, w sens własnego życia a wtedy naprawdę ich życie staje się lepsze. Można nazwać naturę rodzajem placebo, nie zmienia to jednak faktu, że jest to bardzo silne placebo, takie które uzdrawia i rozwija skrzydła. Lata ostatniej pandemii jasno ukazały czym kończy się oddzielenie człowieka od przyrody. Największym problemem w tym czasie było przymusowe odosobnienie w czterech ścianach. Badania jednoznacznie wykazały, że pandemię łatwiej znosili ludzie, którzy mieli własne ogrody czy działkę, od tych mieszkających w wielkich blokowiskach. Podobnie łatwiej znosili pandemię opiekunowie psów czy kotów. Obecność czworonogów sprawiała, że dni pandemii nie wydawały się takie straszne, ponieważ był ktoś kto skutecznie odwracał uwagę od nieustannego lęku. Kontakt człowieka z przyrodą, czy to będzie przebywanie na zielonej łące, czy też spacer z psem pośród parkowych alejek, powoduje również rodzaj pozytywnego znieczulenia. Łatwiej zapomnieć o bólu gdy wokoło oddycha przyroda, śpiewają ptaki, mrówki budują swoje kopce, pluska ryba w stawie, niż gdy leżymy w łóżku rozmyślając o swoich fizycznych czy psychicznych dolegliwościach, zamykając się w kręgu rozpaczy. Korespondując fizycznie i mentalnie z przyrodą ludzie podnoszą poziom swojej wrażliwości. Przestają również bać się tego czego nie znają. Pszczoła czy osa nie są już potencjalnym wrogiem, który może nas boleśnie ukąsić, a pięknym owadem, zbierającym pyłek z barwnych kwiatów. Wilk czy niedźwiedź nie są atakującym nas potworem a równoprawnym istnieniem na tym świecie, istnieniem bardzo interesującym i niepowtarzalnym, które ma swoje zachowania i zwyczaje. Rzeka przestaje być przerażającą głębią a staje się lśniącym w słońcu pasmem wody, które żyje o wiele dłużej niż my. Bo największym wrogiem człowieka jest strach, natomiast największym wrogiem strachu jest akceptacja różnorodności form natury. Pies oczywiście może ugryźć  jeżeli nie znamy go i nie wiemy jak się z nim obchodzić. Może jednak być najwierniejszym i najbardziej wartościowym przyjacielem dla człowieka, takim, który stanie w obronie jego życia. Dogoterapia czy hipoterapia nie wzięły się przecież z nikąd. Stoją za nimi dziesiątki lat badań, które dokumentują pozytywny wpływ zwierząt na przebywajacego z nimi człowieka.

Ludzie którzy opiekują się zwierzętami, nawiązują z nimi emocjonalny kontakt, łatwiej radzą sobie ze stresem, lękami, traumą minionych przeżyć. Leczenie ciała i umysłu postępuje u nich o wiele szybciej niż u ludzi, którzy nie potrafią nawiązać kontaktu ze zwierzętami. Głaskanie i przytulanie psa czy kota, ba nawet proste przytulenie się do drzewa powodują, że mięśnie człowieka rozluźniają się, wydzielają się endorfiny, stajemy się łagodniejsi, weselsi a co za tym idzie zdrowsi i szczęśliwsi.

Bo w rzeczywistości przyroda jest i musi być historią naszej duszy. Jest w niej coś magicznego, nieuchwytnego choć jednocześnie bardzo oczywistego. Podobnie jak dusza człowieka, przyroda jest jednocześnie bliska i odległa, przejrzysta i fascynująca swoją niepowtarzalnością form i rozlicznych zachowań. Jest oczywista i nieznana, jest w nas i zupełnie obok. Nie bez powodu epoką najbliższą naturze była Młoda Polska, z zachwytu artystów tego czasu powstały dziesiątki utworów muzycznych, wierszy i obrazów przedstawiających nieodzowność i wpływ przyrody na nasze życie. Kazimierz Przerwa – Tetmajer bardzo dobrze uchwycił to w słowach utworu pt;  W Jesieni „ O cicha mglista, o smutna jesieni. Już w duszę czar twój dziwny, senny spływa…”

Wszystkie kultury znanego nam świata nawiązują  do przyrody. Najsilniej widać to w społeczeństwach prymitywnych np.; u mieszkańców Amazonii, części Afryki czy Australii. Im bliżej jesteśmy przyrody, im lepiej ją rozumiemy tym lepiej rozumiemy człowieka i tym mniejsze mamy problemy sami ze sobą. Jakby nie patrzył, choć wydaje nam się, że jesteśmy lepsi i ważniejsi od innych dzieł matki natury, w rzeczywistości odcięci od niej cierpimy mentalnie i fizycznie. Ludzie zamieszkujący wielkie aglomeracje, tacy którzy żyją z dala od bliższego kontaktu z przyrodą, prędzej czy później zapadają na najrozmaitsze schorzenia, u których podstawy leży strach i odizolowanie a z czasem brak rozumienia istoty i sensu samej egzystencji. Utrata sensu egzystencji w prostej linii prowadzi do wynaturzeń i schorzeń, takich jak wszelkiego rodzaju stany depresyjne, psychopatyczne, choroby nerwowe czy neurologiczne. Ludzie tracą wrażliwość, poczucie różnicy między dobrem a złem, szacunek dla istot innych niż człowiek a stąd już niedaleka droga do utraty szacunku dla drugiego człowieka. Trwały brak kontaktu z przyrodą prowadzi również do pogoni za sprawami nieistotnymi, mającymi jedynie pozorne znaczenie, takimi jak zmienność moda, nadmierne bogactwo, obżarstwo, poszukiwanie wciąż nowych, ekscytujących tylko na chwilę doznań a z czasem do obojętności, znieczulicy i upadku kultury w ogóle.

Nasi przodkowie nie mieli aż tak wielkich rozterek i problemów duchowych czy fizycznych, ponieważ nie przekraczali granic równowagi między człowiekiem a przyrodą. Znali ją świetnie, odkrywali jej tajniki, nie musieli się jej bać choć podchodzili do niej z głębokim szacunkiem. Nie potrzebowali nadmiaru terapii ponieważ sama przyroda była dla nich najdoskonalszym terapeutą. Dawała im piękno i wyciszenie nie wpędzała w poczucie winy, nie wymagała ciągłych fajerwerków intelektu ani nadmiaru nadzwyczajnych umiejętności. Uczyła spokoju i harmonii. Doskonale obrazuje to fragment wiersza Bolesława Leśmiana pt. Łąka

Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,

Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?

Zawołana po imieniu

Raz przejrzałam się w strumieniu –

I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

 

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,

Przyszły pszczoły z kadzidłem i mirrą i złotem,

Przyszła sama Nieskończoność,

By popatrzeć w mą zieloność –

Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem…

 

Kto całował mak w zbożu – nie zazna niedoli!

Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli…

Kocham stopy twoje bose,

Że deptały kruchą rosę,

Rozróżniając na oślep chabry od kąkoli.

(…)

Jeżeli nie chcemy utracić dziedzictwa kulturowego ani zdrowia, powinniśmy jak najszybciej z powrotem nauczyć się współbrzmienia z przyroda, zdać sobie sprawę z oczywistego faktu, że bez niej nie istniejemy. Jeżeli doprowadzimy do całkowitej degradacji przyrody a obecnie jesteśmy na najlepszej do tego drodze, zdegradujemy również siebie samych. Staniemy się pustymi, odtwórczymi, pozbawionymi refleksji maszynami, bazującymi jedynie na wyuczonej wiedzy, myślącymi skrótami i językiem obrazowym, bez mądrości, bez głębszych emocji, całkowicie pozbawionymi serca oraz wyższych uczuć.

Nasze zdolności do kreowania rzeczywistości i wyższych wartości duchowych zanikną, ponieważ uznamy, że są nam niepotrzebne albo niemodne, albo wymagają zbyt wiele wysiłku. Wygodnictwo, obskurantyzm i asekuranctwo wezmą górę na twórczością, tumiwisizm nad kreatywnością. Dlatego pewnikiem jest, iż będąc częścią przyrody, nierozłączną cząstką natury, musimy pamiętać skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Jeżeli wrócimy do harmonijnego współżycia z naturą, zrozumienia wartości terapeutycznych jakie się z nią wiążą nieodłącznie, oddania jej pełni szacunku i uwagi, na jaką zasługuje rozwiniemy siebie, kreując nowe dzieła kultury. Będą to dzieła pełne wartości a nie blichtru i pozoranctwa, staną się wzorem i inspiracją dla kolejnych pokoleń. Podniosą poziom duchowy tysięcy ludzi. Wielu z nich pomogą się odnaleźć i ponownie mocno i pewnie stanąć na nogi.

Anna Barbara Czuraj-Struzik

Podziel się:

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

You may use these <abbr title="HyperText Markup Language">HTML</abbr> tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*